Chłopaki z Browaru PINTA lubią od czasu do czasu uwarzyć coś nietypowego. Tym razem wybrali raczej mało popularny (a w Polsce w ogóle nie warzony komercyjnie) styl Bière de Garde. Styl pochodzi z północnej Francji, a tłumaczenie jego nazwy to „piwo do przechowywania”. Z tego stylu piłem na razie tylko Trois Monts i raczej nic mi nie urwało, a wręcz było kiepskie. Teraz zobaczymy, jak w tym stylu odnalazła się ekipa z PINTY: przed Wami Ce n’est pas IPA, czyli „to nie jest IPA”.

Sam style Bière de Garde jest dość szeroki. Smak generalnie powinien charakteryzować się słodowością, może mieć nuty karmelowe. W zapachu powinny dominować nuty słodowe, a aromat chmielowy powinien być delikatny. Co ciekawe, jest to odpowiednik marcowego – było warzone po przeminięciu zimy, a zawartość alkoholu miała pozwolić mu przetrwać ciepłe miesiące. PINTA przy warzeniu  postanowiła użyć tym razem nieco niestandardowych surowców, a więc znajdziemy w nim? mąkę z kasztanów, owoce mirtu oraz skórkę pomarańczy. Jest też cukier.

Zanim otworzyłem butelkę zastanowiłem się czego oczekuję. Ponieważ Trois Monts zdecydowanie mnie zawiodło, to tym razem nie liczę na wiele. Spodziewam się solidnego, ale sesyjnego piwo, o mocnej, słodowej podbudowie z nutami piwnicznymi w zapachu. Coś jakbym wszedł do nieco wilgotnej piwnicy.

Ce n'est pas IPA

Ce n’est pas IPA

Start.

|Piwo: Ce n’est pas IPA
|Producent: Browar PINTA / Browar na Jurze
|Ekstrakt: 14,0%
|Alkohol: 5,3%
|IBU: 18
|Opakowanie: butelka 0,5 l

Otwieram piwo i już czuję, że nie zawiodłem się pod kątem piwniczności. Nad butelką rozsiewa się lekko słodowy, wyrazisty, ziemisty zapach. Po nalaniu okazuje nam się piwo o lekkim, miedzianym kolorze, mętne, ze średnią warstwą białej (no, lekko przybrudzonej) piany, która dość szybko znika, minimalnie oblepiając szkło. Jest mętne.

Zapach: w pierwszej chwili atakuje nas ostry zapach, piwniczny, lekko apteczny. Mocny, lekko drapiący w nos, ale nie odrzucający. Pamiętam ten zapach ze swoich piw w czasie, kiedy używałem drożdży T-58, a przecież dokładnie na nich fermentowano to piwo. Gdzieś za tym mocnym akcentem krążą nieśmiało zioła i przyprawy. Brak chmielu.

Smak jest zdominowany przez ten drożdżowy akcent, ma lekki charakter przypraw korzennych. Dzięki solidnej słodowości piwo wypełnia usta, goryczka jest minimalna i szybko znika. Zostaje lekko słodkawy posmak. Wysycenie średnie.
Całość sprawia wrażenie pewnej surowości, klimat surowej, wilgotnej piwnicy nasuwa się sam. Mimo to piwo nie jest strasznie ciężkie.

Podsumowując: jest ciakawie. Piwo co prawda nie powala, nie szokuj, ale jest idealne dla wielbicieli solidnego słodowego podkładu. Zdecydowanie lepsze od Trois Monts. Ale z tym piwem jest jak z Francją – będzie miało swoich fanów, ale i sporą grupę krytyków. Na pewno nie pokochają go fani goryczki i amerykańskich chmieli. Nie podejdzie też zwolennikom lekkich i wytrawnych piw. Dla mnie jest miłe, ale zdecydowanie nie w typie piwa na upalne lato – o nie, wtedy wolę lekkie piwa z solidną dawką goryczki. To raczej pasuje do lekko deszczowego popołudnia z książką, albo do śniadania przed mocnym, ciężkim dniem (nie, żebym pił piwo na śniadanie. Nie poza wakacjami ;) ).

Generalnie piwo polecam.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • Add to favorites