Jan Olbracht Browar Staromiejski to najmłodsze dziecko firmy Minibrowary.pl, która trudni się dostarczaniem sprzętu i receptur do nowo otwieranych przybytków oraz szkoleniem przyszłych piwowarów. Najnowszy lokal, otwarty na wiosnę 2012 roku, powstał w sercu toruńskiej starówki, dosłownie dwa kroki od największych turystycznych atrakcji miasta. Pierwsze pytanie, które nasuwa się na myśl to: „dlaczego na patrona wybrali sobie akurat tego monarchę?” Ze strony www browaru możemy dowiedzieć się, że Jan Olbracht cenił sobie toruńską gościnę i podczas swego panowania niejednokrotnie powracał do „piernikowego grodu”. Z lekką uszczypliwością zauważę, że właśnie tam wyzionął ducha, więc może z tym zachwytem to lekka przesada ;).

Firma Andrzeja Gałasiewicza, czyli Minibrowary.pl nie przyprawia mnie o szybsze bicie serca. O ile proces tworzenia browaru od podstaw, adaptacji wnętrz do celów produkcyjnych i oferowany sprzęt wypadają bez zarzutu, to załączane receptury i przekazywany „know how” z zakresu piwowarstwa, pozostawia w moim odczuciu wiele do życzenia. Miałem przyjemność (choć to akurat eufemizm w tym przypadku) odwiedzić kilka browarów stworzonych przez Minibrowary.pl i niestety za każdym razem wizyta kończyła się mniejszym lub większym rozczarowaniem. Do odwiedzin Jana Olbrachta skłoniły mnie jednak dwa czynniki: po pierwsze okazja, bo akurat przelotem byłem w Toruniu, a  po drugie jego odmienność względem wcześniej otwieranych przybytków. Co mam na myśli mówiąc o odmienności? Już tłumaczę. Toruński mikrus jako pierwszy został postawiony na sprzęcie wyprodukowanym w Polsce a nie sprowadzonym z zagranicy. Po drugie nie jest to klasyczna forma „klient i usługodawca” tylko browar modelowy – swego rodzaju wizytówka firmy i zachęta dla przyszłych inwestorów, którym marzy się własna warzelnia. Z tego co przeczytałem na stronie www, Browar Staromiejski będzie też miejscem szkoleń kolejnych adeptów sztuki piwowarskiej, co wydaje mi się słusznym posunięciem– nie trzeba będzie czekać na ukończenie nowej placówki by rozpocząć kurs piwowarski.

Andrzej Gałasiewicz wyznaje podobną zasadę jak i Bogdan Spiż: piwowarem można zrobić każdego przybłędę, wystarczy dać recepturę, raz pokazać jak działać i jazda! Browar jest nowoczesny, są komputery, tu się pokręci, tu wajchę przerzuci i wynik musi być na plus. Na papierze wygląda to świetnie, a co więcej brzmi bardzo atrakcyjnie dla zainteresowanych. Wszak stwierdzenie „zrobimy waszego człeka piwowarem w 4 tygodnie” brzmi znacznie lepiej niż wykład o konieczności zebrania odpowiedniego doświadczenia czy znajomości szczegółowych procesów biochemicznych. Moja opinia jest taka, że piwo samo się nie uwarzy, a człowiek- rzemieślnik w całym tym procesie odgrywa bardzo istotną rolę. Deprecjonowanie roli piwowara to moim zdaniem spory błąd i główna przyczyna fiasku niektórych minibrowarów. Pomimo notorycznego stawiania na amatorów w Browarze Staromiejskim funkcję piwowara powierzono człowiekowi z zawodowym przetarciem – Mirosławowi Gałce, który pierwsze kroki stawiał w Bierhalle i browarze Grill de Brasil.

Jak się prezentuje sam browar? Wizualnie robi naprawdę dobre wrażenie. Co prawda odwiedziłem go tylko przelotem  i zdążyłem zamówić jedynie piwa na wynos, ale klimat tego miejsca daje się poczuć już od progu. Za lokalizację dla browaru posłużyła pięknie odnowiona kamienica, która świetnie wpisująca się w krajobraz starówki. Wnętrze złożone jest z dość obszernej sali z antresolą. W powietrzu unosi się wyraźny zapach gotowanej brzeczki– z pewnością jesteśmy nieopodal czynnej warzelni. Wewnątrz dominuje drewno i wszechobecne beczki. Świetne wrażenie robi długi bar, który ciągnie się prawie od ściany do ściany. Denerwują mnie mikrusy, gdzie bar jest króciutki z zaledwie 2-3 krzesełkami, a na stolikach porozmieszczane są już talerze i sztućce – czuję się wtedy przymuszany do zamawiania jedzenia, a sam lokal jako piwiarnia wypada marnie. Tutaj nie ma żadnego problemu, przy barze może zasiąść pięcioro znajomych a i tak tłoku nie będzie. Stoły ustawione są we wnękach imitujących przewrócone beczki, dokładnie naprzeciwko baru. Nie ma krzeseł, są za to ławy. To wszystko wraz z lekkim półmrokiem i ciemnym drewnem powoduje, że czułem się jak w dobrej, czeskiej piwiarni. Cały czas chodziło za mną wspomnienie minibrowaru „U Medvidku”. Warzelnia o jednorazowym wybiciu 10 hl ustawiona jest tuż przy wejściu, po jego lewej stronie. Jest widoczna z niemal każdego miejsca sali, w przeciwieństwie do tanków leżakowych, które zostały zlokalizowane w piwnicach kamienicy.

Na chwilę obecną warzy się tam 4 rożne piwa: pilsa, pszenicę, bursztynowe oraz aromatyzowane piernikowe. Zdecydowałem się zamówić trzy pierwsze pozycje, dostępne na wynos w 0,33l bączkach w cenie 6 zł za sztukę. W browarze można też zakupić firmowe szkło w trzech wariantach: wysoki kufel (0,5 i 0,33l), szklanka do pszenicy (0,5 i 0,33l) oraz szklany but o pojemności 1,5l. Na miejscu są też dedykowane podstawki.

Olbracht Pils

Alk. 5,2%, ekstrakt nieznany

Opakowanie: Na wynos piwo nalewane jest w malowany bączek o poj 0,33l. Niestety nie podano ani szczegółowego składu ani ekstraktu. O samym piwie też nie ma zbyt wielu informacji, większa część tekstu dotyczy historii piwowarstwa w Toruniu.

Barwa: Piwo jest dość ciemne jak na pilsa, podejrzewam że dosypano tu troszkę słodu karmelowego wzorem czeskich przedstawicieli. Zmętnienie wyraźne i równomierne.

Piana: Niestety ale słaba, szybko opada i jeszcze szybciej znika.

Aromat: Dominuje zapach wilgotnej piwnicy, który praktycznie przykrywa pozostałe składowe (w oddali czai się słód i trochę drożdży), do tego nuta kojarząca mi się z gotowaniem brzeczki. Aromat jest wyrazisty ale niestety mało stylowy, brakuje mi tutaj tej rześkości pilznera i chmielowości.

Smak: Na szczęście w tym aspekcie jest znacznie lepiej. Jest wyraźna podstawa słodowa, piwniczność (ale nie tak nachalna jak w zapachu), lekka drożdżowość i nieźle zaznaczona goryczka. Finisz jest chmielowo-goryczkowy z wyraźnym chlebowym akcentem, bardzo ciekawy i zachęcający do dalszej konsumpcji. Wysycenie wysokie, odrobinę zbyt intensywne.

Podsumowanie: Piwo pachnie mało zachęcająco ale skutecznie broni się smakiem. Treściwe, zbalansowane i bogate. Goryczka mogłaby być jeszcze mocniejsza ale i tak jest nieźle, a jakby się tak rozejrzeć po pilznerach konkurencji to wyszło wręcz bardzo dobrze.

Śmietanka Toruńska

Alk 5,0%, ekstrakt nieznany

Opakowanie: Analogiczne jak u poprzednika, ale muszę pochylić się chwilę nad nazwą. Z czym Wam się kojarzy weizen? Estry bananowe, goździk, kwasowość, mętność, cytrusowość, drożdże… ale śmietana? Kremowość/aksamitność to atrybuty zupełnie nie pasujące do bawarskiej pszenicy, nie mam pojęcia co kierowało człowiekiem, który zdecydował się na wypromowanie takiej marki. Poza tym to takie mało piwne.. bardziej kojarzy mi się z otrzęsinami u Salezjan niż piwowarstwem.

Barwa: Ciemnozłota, wpadająca w brąz, mocno zmętniona. Szczerze mówiąc średnio apetycznie to wygląda.

Piana: Kiepska, bardzo krótka, praktycznie nie ma o czym pisać.

Zapach: Intensywny, czuć przede wszystkim cytrusy, drożdże, w drugim rzędzie lekkiego goździka i dosłownie muśnięcie estrów bananowych.

Smak: Dość ostry, na pierwszy plan wychodzi nuta drożdżowo- zbożowa, która wraz z agresywnym nasyceniem sprawia, że piwo jest dość szorstkie w odbiorze. Na finiszu średnio intensywna, cytrusowa goryczka, ale jak na weizena to odrobinę zbyt mocna. Brakuje mi tu słodkich, dojrzewających bananów, także pozostałych owoców które poprawiłyby pełnię smaku. Piwo nie jest wodniste, opiera się na solidnym, słodowym kręgosłupie. Niestety niewiele się w nim dzieje ciekawego.

Podsumowanie: Kolejna kiepska pszenica z browaru restauracyjnego. Piwo absolutnie bez historii, wypić i zapomnieć. Nie rozumiem czemu każdy polski mikrus bierze na warsztat weizena, skoro dobrze wykonane egzemplarze można by zliczyć na palcach jednej ręki?

Bursztyn Toruński

Alk 6%, ekstrakt nieznany

Opakowanie: Kolejny element serii, informacje o piwie zdawkowe. Na stronie internetowej przeczytałem, że oprócz słodu jęczmiennego użyto tu także słodowanej pszenicy. Żadnych szczegółów na temat stylu.

Barwa: Jasno bursztynowa, po zdjęciu widać, że jest mocno zbliżona do pilsa. Nieco bardziej połyskliwa, zauważam też odrobinę większą przejrzystość.

Piana: Wreszcie jakaś konkretna firanka – jest drobna, średnio wysoka i całkiem trwała. Opada pomału i delikatnie zaznacza szkło. Mamy to czego należało oczekiwać.

Zapach: No powiem, że w pierwszej chwili piwo wydało mi się bezzapachowe. Aromat jest nikły, słodowy, naprawdę ciężko mi wyłowić tu cokolwiek więcej.

Smak: Czuć, że to najmocniejsze piwo z Browaru Staromiejskiego – wyraźna słodowa baza, odpowiednia treściwość, średnio wysokie wysycenie, delikatna nuta suszonych owoców i lekki karmel. Słodycz jest zaznaczona ale nie przytłaczająca, nie wpływa negatywnie na pijalność. Goryczki praktycznie brak co przekłada się na bezbarwny finisz.

Podsumowanie: Najmniej wyraziste piwo z tego browaru, mało rozbudowane i trochę bez charakteru, ale też i bez wad. Pojemność 0,33l jest w sam raz by poznać to piwo, w większej ilości byłoby po prostu nudne. Podejrzewam, że ma to być alternatywa dla tych konsumentów, którym intensywność i zdecydowanie pilsa nie jest na rękę.

Czy więc modelowy browar warzy modelowe piwa? Raczej niekoniecznie. W trzech próbach otrzymałem jedno piwo bardzo dobre, jedno poprawne i jedno słabe. Jak na wizytówkę firmy nie wypada to zbyt imponująco, ale i tak jest o niebo lepiej niż w innych lokalach stawianych przez Andrzeja Gałasiewicza. Każde piwo ma coś nad czym należałoby popracować, najbliższy wzorcowi okazał się pils, który moim zdaniem jako jedyny zasługuje na wielokrotne spożycie. W okolicach świąt Bożego Narodzenia ukazać ma się koźlak i myślę, że to będzie niezła motywacja by zjawić się tam ponownie – z moich doświadczeń wynika bowiem, że jest to przeważnie najlepszy punkt w ofercie rodzimego mikrusa…

Piotrek.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • Add to favorites