Dziś mały jubileusz, pięćdziesiąte piwo na blogu, nawet nie wiem kiedy to zleciało :) . Na tę okoliczność zostawiłem sobie cos specjalnego. Do tej chwili nazwa Bamberg niewiele mi mówiła poza tym, że miasto znajduje się w Niemczech w Bawarii. Dziś wiem, że to miasto „urodziło” najciekawszy gatunek piwa, jaki do tej pory piłem. Tak się złożyło że moje pierwsze doświadczenia z rauchbierami zacząłem od jednego z najlepszych i najbardziej klasycznych przedstawicieli gatunku Aecht Schlenkerla Rauchbier Märzen.

Legenda powstania „wędzonek” głosi że słód pozostawiony w okolicach ognia przypadkiem uległ odymieniu, mnisi stwierdziwszy ten fakt zamiast składnika wyrzucić uwarzyli z niego piwo. Trudno wyrokować jak było naprawdę, jednak jak w każdej legendzie tak i tutaj zapewne kryje się ziarno prawdy. Dziś rauchbier to jedno z najciekawszych i najoryginalniejszych piw na świecie, lektura obowiązkowa każdego piwosza. Oczywiście nie każdemu to piwo zasmakuje, ale spróbować powinien każdy, chociażby dla lepszego zrozumienia różnorodności świata piwa. Sam browar Schenklera jest równie legendarny jak trunki, które warzy. Do zapoznania się ze szczegółami zapraszam na stronę browaru, która jest w języku polskim. Piwo jest tak znane i oryginalne, że wspomina o nim większość przewodników piwnych na świecie, między innymi „Piwo” pod redakcją najsłynniejszego z nich Michaela Jacksona (nie mam namyśli króla popu). Dziś do wyrobu tego piwa używa się słodów wędzonych głównie drzewem bukowym, stanowią one od 20 % do 100 % surowca.

| Browar: Heller Brauerei
| Nazwa: Aecht Schlenkerla Rauchbier Märzen (ekst. 13,2 % alko. 5,1% obj)
| Gatunek: Rauchbier marcowy
| Metka: Kupione za około 6,5 zł w sklepie Drink Hala we Wrocławiu

Opakowanie: Rzadko już stosowana butelka EURO, w połączeniu z klasyczną etykietą daje ciekawe wrażenie. Mimo tego, że stylistyka jest do bólu klasyczna żeby nie powiedzieć zabytkowa, daje wspaniały efekt obcowania z klasycznym legendarnym trunkiem. Całość wieńczy czerwony dedykowany kapsel.

Kolor: Bardzo ciemno brązowy niemal czarny, przywodzi na myśl portery.

Piana: Bardzo wysoka i mocno zbita utrzymuje się długo niemal do końca.

Zapach: Pierwsze wrażenia są niesamowite, kto nie miał styczności z piwami wędzonymi, ten zapamięta ten moment na zawsze. Zapach wędzony niemal jak z wędzonej szyki lub wędzonego sera wydaje się obcy w zestawieniu z piwem. Ciężko to ogarnąć w pierwszym momencie, po chwili czuć lekkie nuty kawy i palonego słodu.

Smak: Po teście zapachowym nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Ta wędzonka odrzucała, organizm potrzebuje około pół kufla na przestawienie się. A później to już miód, w moim przypadku jest to niewątpliwie miłość od pierwszego zasmakowania. Piwo musi wybitnie smakować do świątecznego talerza wędlin domowej roboty. Co prawda nuty marcowe są słabo wyczuwalne, ale składam to ona karb zaskoczenia moich kubków smakowych.

Podsumowanie: Ja nazwę to piwo genialnym, ale nie każdy dopije kufel do końca.

Ocena: