2

Pisząc recenzję piwa z browaru Polička złapałem się na ciekawej myśli. Na tą sytuacje nałożył się komentarz czytelnika Klopsa, z pytaniem o recenzję Świeżego. Przypominając sobie smak olsztyńskiego produktu stwierdziłem, że na razie szkoda na nie czasu. W kolejce czeka na mnie przecież kilkanaście ciekawych trunków… i wtedy mnie olśniło. Czy rzeczywiście jest tak dobrze z dostępnością piw niszowych?

Do tej pory zachwyty piwoszy nad polskimi „lokalnymi” lagerami przyjmowałem z pewna dozą zdziwienia. Od trzech lat piję polskie piwa jedynie w trzech sytuacjach: piwo jest nowe, piwo nie jest nowe ale nie gościło jeszcze na SP, jestem poza Wrocławiem i nie mam dostępu do innych trunków. Pisząc wyżej wspomnianą recenzję, chciałem rzec „Kolejne dobre ale nie wybitne czeskie piwo” i zdałem sobie sprawę, że specyfika rynku dolnośląskiego mocno wypacza mój punkt widzenia. Jeżdżąc w tym roku po Polsce (a Grzesiek zrobił tych kilometrów 10x więcej) ze zdziwieniem odkryłem, że są regiony w których czeskie piwo jest białym krukiem. A jego ceny sięgają jakiś absurdalnych kwot.

Sklep, w którym mogę kupić piwa z Poličc mam 100 m od domu, do kolejnego dwa przystanki tramwajem a sławetną Drink Hale w zasięgu 15 minut samochodem. Zacząłem traktować fakt dostępu do piw z całego świata jako oczywistą oczywistość. Leżaki są u nas tak tanie, że przestałem brać pod uwagę polskie lagery jako piwa codzienne. Posunąłem się nawet do tego, że świetne piwa czeskie osądzam surowo. Svijany, Krakonos, Polička, Poutnik owszem dobre ale przecież mogę się wybrać po Kocoura, Matuske czy Konicka (dla niektórych piwa mityczne). Ostatnią niedziel spędziłem na odwiedzinach nowego wrocławskiego pubu. Moja żona popijała Faro a ja sączyłem rodzime AIPA. Powiem Wam, że to była zupełnie zwykła niedziela. Gdyby nie otwarcie ZUP-u pewnie poszedł bym do innego lokalu na lane Leffe, Limburgse Witte czy Kriek-a. Ostatecznie mam pod nosem cztery knajpy z lanym piwem belgijskim.

Wyjeżdżając gdzieś w Polskę czasem czuję jakbym obudził się z piwnego snu. Rzeczywistość to wciąż dyktat koncernów piwowarskich. Gdzie premiera nowego Żubra, wzbudza olbrzymie zainteresowanie i jawi się jako ósmy cud świata. Z niedowierzaniem przyjąłem komentarz jednego z czytelników pod konkursem Kormorana o tym, że piwo będzie musiał kupić w sklepie internetowym. Kormorana?… Przecież to piwo jest dosłownie wszędzie. Takie komentarze działają jak zimny prysznic. Obserwując na bieżąco rewolucję piwną do tej pory miałem poczucie, że sprawy toczą się błyskawicznie. Wydawało mi się, że jesteśmy o przysłowiowy włos od wielkiego wybuchu mody na piwa z małych i średnich browarów. Dzisiaj, mam poczucie utraty dystansu i więzi z ogólnopolską piwna rzeczywistością. Za dużo czasu spędziłem  na piwnej scenie, zbyt różowo ją malowałem.

Napiszcie jak to jest u Was. Czy błyskawiczny rozwój sektora małych browarów wpłyną na dostępność piwa, czy możecie kupić piwa o których czytacie na blogu.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • Add to favorites