Anchor Steam Beer

Wszystko co dobre szybko się kończy, taki właśnie los spotkał przywiezione z Żywca zapasy piw amerykańskich. Dziś ostatnie z nich, za to niemal legendarne, Anchor Steam Beer. Piwo, które wyznaczyło granice nowego stylu California Common Beer.

Piwo parowe z Anchor swoją nazwą nawiązuje do historycznych trunków, warzonych na przełomie XIX i XX wieku na zachodnim wybrzeżu USA. Produkowano je w płytkich, otwartych  kadziach bez udziału chłodzenia, używając najnowszego ówcześnie wynalazku browarniczego, drożdży dolnej fermentacji. Legenda browaru mówi o tym, że nie mogąc odpowiednio schłodzić brzeczki, pompowano ją na dach zakładu, gdzie sprawę załatwiała chłodna bryza znad oceanu. Para, która spowijała browar w trakcie warzenia, miała zapoczątkować nazwę piwa. Tyle legenda. Badacze piwa skłaniają się raczej do teorii wywodzących nazwę piwa od procesów zachodzących w trakcie warzenia. Chodzi mianowicie o dużą zawartość dwutlenku węgla powstającą w trakcie produkcji, którą trzeba było upuszczać niczym parę z lokomotywy. Późniejsze upowszechnienie się przemysłowych metod chłodzenia, oraz tryumfalny marsz lagera, doprowadziły do zupełnego zniknięcia tego stylu.

Nowa wersja piwa parowego powstała w browarze Anchor w 1981 roku. Jest to piwo fermentowane drożdżami dolnej fermentacji w temperaturach charakterystycznych dla warzenia ejli. Do nadania trunkowi charakteru używa się chmielu Northern Brewer. Zarówno metody jak składniki użyte do produkcji Steam Beer, znacząco się różnią od historycznej wersji, dlatego piwo zaklasyfikowano jako nowy styl California Common Beer. Jakbyśmy na to nie spojrzeli, mamy do czynienia z mariażem wyspiarskiego ale z kontynentalnym lagerm. Z tego powodu zarówno historyczną wersję piwa parowego jak i współczesną zaliczamy do piw hybrydowych.

Zabierzmy się więc do degustacji.

Anchor Steam Beer

| Browar: Anchor
| Nazwa: Anchor Steam Beer (ekst.  b/d alko. 4,9 % obj)
| Gatunek: California Common Beer
| Metka: Cena chyba 14 zł za 0,35 l,  kupione w Żywcu

Opakowanie: Dizajn butelek, jakim posługuje się browar z San Francisco jest świetny. Centralną część etykiety stanowi kotwica, uzupełnia ją czerwona wstęga z nazwą piwa. Całość zwieńczona dedykowany kapsle, tym razem w kolorze niebieskim.

Kolor: Bursztynowy, lekko mglisty, smakowity

Pina: W kolorze ecru, dość wysoka o fakturze średnich i dużych pęcherzyków. Redukuje się w średnim tempie, pozostaje około pół centymetrowy dywanik. Mocno oblepia szklankę.

Zapach: Wiele sobie po tym piwie obiecywałem, niestety rzeczywistość nie jest zbyt kolorowa. Poza słodowością, karmelem i lekkimi nutami owocowymi, piwo nie ma się czym pochwalić. Charakterystycznych dla California Common Beer woni drewna czy mięty nie stwierdzono.

Smak: Piwo jest bardzo przyjemnie goryczkowe, jest to praktycznie jedyna mocno dominująca cecha tego trunku. Steam Beer jest wytrawne z posmakiem karmeli i chmielu. Nie zrozumcie mnie źle Anchor  jest piwem smacznym. Jednak nie kupiłbym go ponownie. Na tle swoich amerykańskich kolegów wypada niewyraźnie.

Podsumowanie: Drugie spotkanie z browarem Anchor nie wypadło tak dobrze jak pierwsze. Wiem, że takie są założenia stylu California Common Beer, jednak moim zdaniem brak temu piwu charakteru. Poza kontekstem historycznym i przyjemną goryczką, nie ma w tym trunku niczego ciekawego.

Ocena: