Kormoran Weizenbock

Kormoran Weizenbock

Nie powiem, nowa linia piw z Olsztyna – Podróże Kormorana – dość mocno mnie zaintrygowała. Do tego stopnia, że dzisiaj sam wybrałem się w podróż i zakupiłem dwie butelki tego specjału. Po piwie Psze Koźlak ! z Browaru PINTA jest to drugie znane mi podejście do tego stylu. Zobaczmy więc czego też ten Kormoran w Bawarii się nauczył…

Warto zauważyć, że Kormoran podjął pewne wyzwanie browarów kontraktowych i postanowił mierzyć się co jakiś czas z różnymi stylami (nie koniecznie premierowymi na naszym rynku). Chwała im za to, bo podejście słuszne, a i efekty mogą być ciekawe. A już na pewno będzie o czym pisać ;)

Sam styl weizenbock jest mocniejszą wersją klasycznego hefeweizen, wzbogaconego różnymi rodzajami słodów jęczmiennych aby uzyskać większy poziom ekstraktu (ciągle przy zachowaniu udziału słodu pszenicznego). Wg informacji z etykiety piwo ma łączyć w sobie to co najlepsze w pszenicach i wyjątkowego w koźlakach: owocowość, karmelowość, treściwość i czapę piany. Cóż, czas sprawdzić.

| Nazwa: Weizenbock (Podróże Kormorana)
| Producent: BROWAR KORMORAN
| Ekstrakt: 16,5%
| Fermentacja: górna (warto zauważyć, że to pierwszy górniak Kormorana)
| Zawartość alkoholu: 6,6%
| Opakowanie: Butelka 0,5l, bezzwrotna

Zacznijmy od etykiety: piwo jest oklejone jedną etykietą, obejmującą całą butelkę. Front jest ozdobiony Kormoranem – piwnym podróżnikiem częstującym nas kuflem piwa (ma wszystkie atrybuty podróżnika: kapelusz, plecak, mapę i torbę przewieszoną przez ramię). Na większej wstędze, przesłoniętej w/w torbą jest napis „Podróże Kormorana”, który jest… wypukły. Nie powiem, ładne, efektowne. Pod spodem jest już nazwa samego stylu.

Etykieta oddaje wyjątkowość tych piwa, tak podkreślaną w różnych miejscach: na froncie jest numer każdej warki łamany przez rok. Zgaduję, że w takim razie nie musi się też skończyć tylko na jednej warce w danym stylu. Do mnie trafiła warka 001/2012.

Nie dziwię się, że etykieta musi obejmować butelkę, bo też tekstu na niej sporo. Z jednej strony mamy opis linii „Podróżne Kormorana”, z drugiej wycinek Dziennika podróżnika (z dnia 34tego). Opisuje on wizytę w Bawarii i pierwszy kontakt z tym piwem. Podpowiada też, że piwo może (ale nie musi) pachnieć wędzonymi śliwkami. Cóż, pożyjemy – zobaczymy. Dodam, że linia ma dedykowany kapsel – dopracowany i ładny.
Krawatki brak.
Na szyjce zawieszka promująca produkty z Olsztyna.

Kolor: ciemno miedziany, herbaciany, mętny.

Piana: z czapy piany nic nie wyszło. Była średnio-obfita i zniknęła. Była raczej jasno beżowa, śladów na szkle nie zostawiła.

Zapach: są owoce, śliwki, trochę banana, ale u mnie pojawił się też alkohol, ale więcej nut koźlakowych nie znalazłem. Jest odrobina miodu, która jakoś nie włazi na pierwszy plan – co uważam za plus :)

Smak: dominują pszeniczne owoce, lekko „ugładzone” przez ciemne słody. Kwaskowatość i chlebowe nuty ładnie współgrają właśnie z ciemnymi słodami. Te ciemne słody właściwie scalają to piwo, powodują, że jest ładnie zbalansowane, pełne, ale nie ciężkie. Gdzieś tam w tle miód, którego w sumie szukałem w smaku. Gdybym nie przeczytał etykiety – mógłbym się nie domyślić. Goryczki brak, co w sumie wadą nie jest.
Wysycenie jest dobrze dobrane do piwa, średnio wysokie.

Podsumowując, Kormoran dostaje 5+ za oprawę marketingową i opakowanie. Serio, piękna robota, dedykowana strona, opis, dziennik itd. Nad etykietą można spędzić trochę czasu. Pewnie wielu osobom nie jest to potrzebne, skoro wiedzą co i jak – ale dla mniej wtajemniczonej osoby może być to bardzo fajne. Mało tego, może spowodować, że ktoś się zachęci i będzie czekał na kolejne piwo z tej linii – a przecież o to chodzi i nie ma w tym nic złego.

Za samo piwo dałbym spokojnie 4,5 kufla. Nie 5, bo mogło być nieco lepsze, a przede wszystkim za pianę. Ale spokojnie do niego jeszcze wrócę. Co ciekawe, dodatek miodu nie popsuł piwa, a były takie obawy.

Na koniec odpowiem sobie na pytanie: czy warto wybrać to piwo z półki? Cóż, cena trochę odstrasza, bo ja zapłaciłem 7,50 zł. Jeśli ktoś jednak lubi czasem pójść nieco innym torem, zejść z goryczki w stronę nut owocowych, ciemnych słodów – zdecydowanie polecam. W sumie… otworzę sobie kolejne.

Na sam koniec, dla purystów szkła: specjalnie zdecydowałem się na degustacje ze sniftera, bo nie wiedziałem za bardzo czego się spodziewać. Poza tym lepsza połowa też chciała spróbować :)

 

 

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • Add to favorites