imgp6452-680x1024Rok 2011 w porównaniu do lat ubiegłych będzie szczególny, a to wszystko za sprawą pojawienia się na rynku browaru kontraktowego Pinta. Żadna dotychczasowa inicjatywa nie przysporzyła nam piwoszom tylu emocji co właśnie to przedsięwzięcie. Zostało ono powołane do życia przez Grzegorza Zwierzynę, Ziemowita Fałata oraz Marka Semlę. Piwa sygnowane logo Pinty są szeroko omawiane na wszystkich blogach i portalach piwnych, często dzielą swoich odbiorców na skrajnie frakcje, a każda kolejna premiera wzbudza istny szał. Jeśli chodzi o mnie to założony efekt został uzyskany, pijąc poszczególne piwa przechodziłem od bezkrytycznego zachwytu (Atak Chmielu, Jak w Dym) do poczucia niedosytu lub rozczarowania (Psze Koźlak, Podymek). Po drodze bywały jeszcze stany pośrednie, czyli degustacje piw może nie wybitnych ale bardzo dobrych (Czarna dziura, Odsiecz). Twórcom więc udała się jedna zasadnicza sztuka – nie pozostałem obojętny wobec żadnego z ich dotychczasowych piw, każde wywołało u mnie jakieś emocje. Wiem, że o Pincie napisano już wszystko i ciężko postarać się tutaj o jakąś szczególnie nową refleksję, więc ograniczę się tylko do stwierdzenia, że Panowie odpowiedzialni za ten projekt zrobili więcej dla polskiego piwowarstwa niż wszystkie browary restauracyjne razem wzięte. Ile razy gotowała się we mnie krew gdy czytałem wypowiedzi ludzi z branży o tym jak to Polacy nie lubią gorzkiego, że górna fermentacja to fanaberia a szczytem innowacyjności jest n-te piwo miodowe. Pinta potrzebowała zaledwie roku by pokazać sceptykom, że przeszło 50 jednostek IBU to dla Polaka wcale nie jest za wiele, że piwo nie musi mieć 7% alk. z 14 blg by było dobre (ba! Czasem nawet rewelacyjne!), że można wypuścić na rynek w krótkim czasie 11 różnych piw bez konieczności sięgania po miód, owoce i warzywa.

Tematem przewodnim tego wpisu będą ostatnie dwie tegoroczne premiery Pinty: Ale Szycha i Wesołych Świąt. Czym zaskoczy nas ta nieobliczalna ekipa tym razem? Pierwsza z wymienionych nowości to piwo górnej fermentacji, chmielone polskimi odmianami chmielu z tegorocznych zbiorów. Wesołych Świąt to pierwszy polski stout owsiany, który obok milk stouta zaliczany jest do podgatunku stoutów słodkich. I właśnie od tego drugiego piwa chciałbym zacząć recenzję.

Wesołych Świąt

| Browar: Pinta (Na Jurze, Zawiercie)
| Nazwa: Wesołych Świąt (13,1 Blg, 4,5% alk)
| Gatunek: oatmeal stout/stout owsiany
| Metka: Zakupione w sklepie „Pod Żubrem” za 6 zł z groszami.

Opakowanie: Etykieta typowo świąteczna, pintowa panienka tym razem powozi zaprzęgiem św. Mikołaja. Etykieta nieco odbiega od poprzednich wydań, ma ciemniejsze tło i dodatki sugerujące związek piwa ze zbliżającymi się świętami. Seria Pint to nie mój styl ale akceptuję chęć stworzenia czegoś zupełnie nowego nie tylko pod względem smakowym. Najważniejsze, że nie zrezygnowano z podawania pełnego składu, łącznie z użytymi odmianami chmielu i szczepem drożdży. Dziwi mnie, że akurat stouta owsianego wybrano na piwo świąteczne…w sumie bardziej pasowałby do tego Psze Koźlak albo jakieś inne wyżej ekstraktowe piwo w stylu old ale albo imperial brown ale.

Wesołych Świąt

Kolor: Czarny, nieprzejrzysty. Typowy dla stouta.

Piana: Beżowa, ciężko ją wytworzyć podczas nalewania. Gdy już powstanie ma ładną konsystencję, składającą się z  mnóstwa drobnych pęcherzyków. Opada dość szybko pozostawiając po sobie cieniutką warstwę. Zostawia ślady na szkle.

Zapach: Średnio intensywny, inny od tego znanego mi z dry stoutów. Brakuje w nim aromatów pochodzących od palonych słodów, wyczuwam natomiast mleczną czekoladę i lekką kawę. Aromat raczej subtelny, dość miękki, nie atakuje nachalnie nozdrzy.

Smak: Pierwsze wrażenie to aksamitność– czuć, że dodatek płatków owsianych dodał piwu nieco treści, całość wydaje się nieco bardziej oleista od klasycznych stoutów. Potrafię wyczuć mleczną czekoladę, delikatną słodkość i bardzo wyważoną paloną goryczkę, która ma za zadanie zbalansować mleczno czekoladowe posmaki i nadać piwu większą pijalność. Wysycenie niziutkie, adekwatne dla tego stylu.

Podsumowanie: Świetne wykonanie owsianego stouta. Nowa Pinta posiada wszystkie cechy, które wg BJCP powinno mieć piwo uwarzone w tym stylu. Zachęcam do spróbowania nie tylko miłośników Guinnesa, Primatora i Zawiercia Czekoladowego bo piwo to dość mocno różni się od swoich krewniaków. Dziwię się trochę, że żaden z naszych krajowych browarów nie sięgnął po ten styl wcześniej. Z jednej strony jest to ciekawa klasyka, a z drugiej styl ten nie jest w odbiorze tak ciężki dla piwnego nowicjusza jak dry stout, bitter ale, IPA czy nawet altbier. Moim zdaniem, to jest właśnie jeden z tych niewielu gatunków, który może zasmakować i masom i koneserom. Nie pozostaje nam nic innego jak wiara w to, że Pinta niczym kropla będzie drążyć skałę.

Wprowadzanie na rynek piw sezonowych, uwarzonych tylko i wyłącznie przy użyciu chmieli zebranych w danym roku to specjalność rzemieślniczych browarów amerykańskich. Najlepszym przykładem niech będzie tu Fresh Hop Pale Ale od Great Divide. Piwo do wyrobu, którego używa się świeżo zebranych szyszek chmielowych, pochodzących z północno-zachodniego wybrzeża USA. Jak wiadomo chmiel z czasem traci na jakości, więc wypuszczenie na rynek piwa przyprawianego tak młodym surowcem ma nadać mu unikalny aromat i prawdziwie rześki smak. Pinta uległa wyraźnej inspiracji tego typu produktami, bo uraczyła nas na sam koniec roku polskim ale, tj. piwem fermentacji górnej, chmielonym wyłącznie nieprzetworzonym chmielem  z polskich upraw (oczywiście zebranym tego lata). Jak wyszedł ten eksperyment? No niestety nie wyszedł, ale po kolei:

imgp6461-678x1024

| Browar: Pinta (Na Jurze, Zawiercie)
| Nazwa: Ale Szycha(13,1 Blg, 5,0% alk)
| Gatunek: polskie ale
| Metka: Zakupione w sklepie „Pod Żubrem” za 6 zł z groszami.

Opakowanie: Etykieta w stylu pintowym, na obrazku tradycyjnie panna Pinta przechadzająca się w gąszczu chmielowych pnączy. Skład podany na szóstkę z plusem, ponadto info o chmieleniu na zimno.

imgp6455-679x1024

Kolor: Jasno złoty, idealnie klarowny. Osobiście wolałbym ciemniejszą barwę, ta bardziej kojarzy mi się z lekkim pilsem niż górną fermentacją.

Piana: Z początku drobna i biała, szybko redukuje się do zera. Słabo brudzi szkło, piana jest rozczarowująca.

Zapach: Pierwsza niespodzianka tego wieczoru: owocowo słodki, delikatnie słodowy. Mało wyrazisty, brakuje tutaj zdecydowanie chmielowego kopa.

Smak: To czym straszył aromat przekłada się na smak. Jest miękka słodowość z lekkimi biszkoptem i słodkie owoce, które mi na myśl przywodzą dojrzewające jabłka. Ale Szycha jest też lekko kwaśna. Niestety w tym piwie nie ma goryczki przez co dla mnie jest słabo pijalne, robi wrażenie mało rozbudowanego smakowo i w dodatku trochę mdłego. Wysycenie niskie. Po raz pierwszy piwo Pinty muszę nazwać kompletnie nieudanym.

Podsumowanie: Coś w czasie warzenia poszło nie tak, bo opis piwa i etykieta nie odpowiada zawartości butelki. Z tej premiery wyszedł gorzki żart; gdyby zrobić pale ale według gustu przeciętnego Polaka to Ale Szycha spełnia wszystkie standardy: jaśniutki kolor, zero goryczki, lekka słodycz, prosta konstrukcja smaku. Całe szczęście, że Pinta wydała już 11 piw i nawet ta incydentalna wpadka nie wpłynie na moją ocenę całego projektu. W przyszłym roku życzyłbym sobie aby Pinta rzadziej starała się wymyślać nowe style a dalej kontynuowała swoją pracę u podstaw w prezentowaniu kolejnych klasyków. Porter w stylu angielskim, saison albo american bitter, to moim zdaniem najlepsze propozycje na zbliżający się rok.

Autor: Piotrek

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • Add to favorites