Bydgoski Festiwal Piwa

Autorem relacji jest Piotr Bujewski – miłośnik i pasjonat piwa z Bydgoszczy, kolekcjoner etykiet piwnych a także w nieco mniejszym stopniu – szkła piwnego. Wielbiciel stoutów i wszelkiej maści piw górnej fermentacji. Nie stroni od wędzonek i dobrze chmielonych czeskich pilsów. Jedyne czego się wystrzega to aromatyzowane lagery, które jawnie dyskryminuje. Nim zasiadłem do napisania poniższej relacji, zadałem sobie pytanie  kiedy ostatnio w Bydgoszczy organizowana była impreza o charakterze typowo piwnym? Odpowiedź wcale nie jest prosta, gdyż trzeba cofnąć się dość daleko wstecz by móc sobie przypomnieć wydarzenie tego rodzaju. Pamiętam jak przez mgłę bydgoskie Targi Piwne organizowane w obiekcie klubu sportowego Zawisza, na których swoje przedstawicielskie stanowiska wystawiały browary z regionu i okolic. Opiekę nad całą imprezą sprawowały Browary Bydgoskie, a wszystko to działo się w czasach gdy uczęszczałem do podstawówki i to jeszcze we wczesnym jej stadium. Po wielu chudych latach w mieście znów zaczyna się coś dziać, naprzeciw  oczekiwaniom spragnionych piwoszy wychodzi Regionalna Warzelnia Piwa, wraz ze swoim festiwalem.

Bydgoski Festiwal Piwa

Bydgoski Festiwal Piwa trwać ma od 4 do 23 października, oferując swoim uczestnikom między innymi muzykę na żywo, specjalnie przygotowane festiwalowe menu, konkursy na najszybciej wypite piwo – konkurencja w wydaniu zarówno męskim jak i żeńskim, nowe limitowane piwo festiwalowe wraz z dedykowanymi gadżetami oraz galerię piwną – brzmi ciekawie? Oczywiście, że tak! A jak jest w praktyce? O tym już za chwilę. Zgodnie z tym co możemy przeczytać na stronie internetowej browaru, impreza ma mieć charakter cykliczny a obecnie trwające wydanie to jej pierwsza odsłona. W wywiadzie dla radia gra.fm, pani menager z RWP zdradziła, że osobom odpowiedzialnym za realizację całego przedsięwzięcia nie tylko zależy na tym, aby festiwal na stałe wpisał się do kalendarza bydgoskich imprez ale także by stał się ważnym wydarzeniem piwowarskim w skali kraju. Trzeba przyznać, że deklaracje brzmią odważnie. Całość wyraźnie inspirowana jest bawarskim Oktoberfestem, czego w tym samym wywiadzie nie kryją organizatorzy. Ma to z resztą swoje odzwierciedlenie w festiwalowym menu, opartym na karkówkach i golonkach oraz okolicznościowym kuflu o pojemności jednego litra typu „mass”, opatrzonym logo imprezy. Czas zadać sobie pytanie jak to wszystko wygląda w praktyce? Nie ukrywam, że mnie najbardziej spośród dostępnych atrakcji interesowało nowo uwarzone piwo oraz wspomniana już galeria i to właśnie przez pryzmat tych pozycji oceniał będę cały festiwal. Jakoś konkurs na najdłuższe jodłowanie czy picie piwa na czas nie leży w sferze moich zainteresowań. A więc przejdźmy do rzeczy…

Bydgoski Festiwal Piwa

Na pierwszy ogień idzie piwo festiwalowe. Szukam na tablicy z cenami przy barze ileż to piwo będzie kosztować i w jakich pojemnościach można je zamawiać (obawiałem się że może być tylko 1l, wzorem Oktoberfestu). Ku memu zaskoczeniu nie odnalazłem jednak upragnionej pozycji. Okazuje się, że Piwo Festiwalowe jest dostępne…tylko z butelki 0,33l typu bączek. Powiem szczerze trochę zdębiałem – jest festiwal, jest piwo, ale nie ma piwa w kranie. A jak zamówić litr piwa festiwalowego? Trzeba kupić kufel za 16 zł i wlać do niego trzy bączki po 7 zł każdy – proste prawda? Niby bawarskie korzenie a jednak polska myśl szkoleniowa przebija się na pierwszy plan. Ciekawy jest też nowo wprowadzony system „happy hour” , który według informacji podanej na FB gwarantuje nam „litrowe piwo festiwalowe w cenie 10 zł” w określone w promocji godziny, które różnią się dla poszczególnych dni tygodnia. 5zł za 0,5l piwa z browaru restauracyjnego brzmi świetnie! Niestety okazuje się, że rzeczywistość jest zgoła inna niż można było się spodziewać  – nie piwo kosztuje 10 zł a dolewka do pełna (poza czasem objętym promocją dolewka kosztuje 15 zł) i do tego trzeba zakupić litrowy kufel. Dla mnie warunki korzystania z happy hours są mocno pokręcone a sama idea serwowania limitowanych warek piwa wyłącznie w butelkach – hardcorowa. Wyobraźcie sobie jak kelnerki na Oktoberfeście zamiast nalewać  Festbiera z beczek do naczyń, odkapslowują małe butelki i przelewają ich zawartość po kolei do każdego kufla – mnie to przez głowę przejść nie może. Wróćmy jednak do samego piwa – opakowanie (etykieta) bardzo ładna, cała seria piw butelkowych wygląda spójnie i estetycznie (w bączkach dostępne są również od niedawna Koźlak i Piwo Kasztelana Ale). Zawartość alkoholu to 5%, ekstrakt niepodany ale podejrzewam, że ok.12 Blg. Informacje dodatkowe: piwo jasne, niefiltrowane. Gdy usłyszałem po raz pierwszy o nowej piwnej pozycji w menu, pomyślałem (mając na uwadze obecną porę roku jak i również  niemiecki pierwowzór festiwalu), że będzie to albo Marzen albo nieco treściwszy lager w stylu Paulaner/Spaten Oktoberfestbier. Już analiza etykiety pokazuje, że jednak nic z tego. Pojawia się też obawa czy piwo nie będzie zbytnio przypominało serwowanego dotychczas pilsa, którego parametry są bardzo zbliżone. Po przelaniu piwa możemy zauważyć bardzo ładną i gęstą pianę oraz głęboko złocistą barwę piwa. Zmętnienie jest wyraźne. W wywiadzie dla radia Gra.fm pani Alicja Knasiak zapyta o to, na czym będzie polegała wyjątkowość tego piwa odparła, że „będzie świeżo uwarzone i mocno goryczkowe, żeby można go było sporo wypić”. Niestety zapewnienia nie mają odzwierciedlenia w praktyce. Tzn. nie neguję, że piwo nie zostało świeżo uwarzone ale nazywanie go nawet średnio goryczkowym to nadużycie. Piwo jest całkiem fajne, wyraźnie chlebowe, średnio treściwe i dość pełne w smaku. Minusem jest praktyczna bezwonność piwa, nikła goryczka i trochę monotonny smak – poza przyjemną chlebowością nie wiele więcej się w pokalu dzieje, doskwiera tak jak i w przypadku miejscowego „ejla” absolutny brak chmielu. Wysycenie w końcu jest odpowiednie, piwo nie jest przegazowane jak niektóre z dotychczasowo dostępnych piw. Podsumowując finalny produkt, jest to smaczny, poprawny lager, bez fajerwerków i bez wad. Niestety forma dystrybucji (bączek za 7 zł) jest moim zdaniem mało opłacalna z punktu widzenia klienta, a i przeznaczenie mocy produkcyjnych na kolejnego jasnego lagera też specjalnego splendoru Warzelni nie przyniesie. Tym bardziej, że polskie mini browary brały już na warsztat takie style jak Alt, Witbier, Marzen czy Doppelbock. O oryginalność będzie więc trudno.

Bydgoski Festiwal Piwa

Kolejny żelazny punkt to piwna galeria. Na FB padło stwierdzenie, że będzie to kilkadziesiąt gatunków piwa z całego świata. Takie oświadczenie nie jednemu piwoszowi może narobić apetytu, ale po raz kolejny okazało się, że to tylko buńczuczne zapowiedzi. Okazuje się, że nie kilkadziesiąt a kilkanaście i wcale nie z całego świata tylko z Europy. Asortyment generalnie wygląda jak skrzyżowanie działów piwnych Piotra i Pawła z E.Leclerciem: Noteckie, kilka Konstancinów, parę brytyjskich „ejli” dostępnych w co drugim markecie, La Trappe w kamionkowych butelkach, kilka piw czeskich (Opat, Nova Paka, Skalak) oraz niemieckich (Beck’s, Holsten, Franziskaner). Ceny kształtują się od 10 zł do 35 zł. Na pytanie czy galeria piwna jest przedsięwzięciem atrakcyjnym niech każdy odpowie sobie sam, dla mnie oferowanie piw dobrze dostępnych w mieście po kilkanaście złotych jest pomysłem chybionym. Jak będę miał ochotę na Skalaka to nabędę go za 3  a nie 15 zł. Od takiego festiwalu oczekuję produktów z piwnej ekstraklasy: z Polski niech to będzie Pinta, dotąd nieobecna w Bydgoszczy a już dystrybuowana po Toruniu, z zagranicy Kocour, Matuśka, Żamberk, Dobruska, Rychnov…skoro Czeska Baszta potrafi mieć te piwa w asortymencie przez cały rok to jestem pewien, że w Warzelni dałoby radę oferować je przez trzy tygodnie. Piwną galerię oceniam jako największy niewypał festiwalu – nie potrafię znaleźć w niej żadnego pozytywu, no może poza pokazaniem niektórym ludziom na co dzień nie goniącym po sklepach za piwem, że są i inne trunki aniżeli te serwowane przez KP, GŻ i CP. Mimo wszystko to taki plus na siłę.

Bydgoski Festiwal Piwa

Na koniec chciałbym odpowiedzieć na pytanie, które pewnie  zadaje sobie większość czytelników tego wpisu: „czy warto odwiedzić tytułowy festiwal?”. Moim zdaniem jeśli jesteś w pobliżu i nie masz co zrobić z wolnym czasem to jak najbardziej – dla wyśmienitego koźlaka i całkiem przyjemnych wieczornych atrakcji konkursowych. W gronie znajomych można tam spędzić naprawdę udany wieczór. Jeśli jednak do Bydgoszczy masz trochę dalej niż rzut beretem a twoje wyprawy ukierunkowane są wyłącznie na degustację rzadkich i wyśmienitych piw to z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że imprezę można sobie darować. Tym bardziej, że niejeden sklep w Łodzi czy Wrocławiu ma lepszy wybór piwa niż ten zaprezentowany w festiwalowej galerii. Skoro impreza ma mieć swój ciąg dalszy to życzę i sobie i organizatorom, by z czasem również nieco wyewoluowała w kierunku nakreślonym choćby przez Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa. Jeżeli to nie są tylko puste deklaracje i faktycznie istnieje chęć wstrząśnięcia kalendarzem piwnych imprez w Polsce to serdecznie polecam tą majową imprezę w Leśnicy, tak samo z resztą jak i festiwale tematyczne odbywające się w czeskim Varnsdorfie. Nim zacznie się na dobre rywalizację z najlepszymi to najpierw trzeba ich trochę podpatrzyć.

Autor: Piotr Bujewski

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • Twitter
  • Wykop
  • Add to favorites