niepasteryzowane

Niepasteryzowane, naturalne, bez konserwantów, nieutrwalone, niefiltrowane oto tylko część sloganów jakimi zarzucaj piwoszy browary. Ofensywa piw niepasteryzowanych z jaka mamy do czynienia od czterech lat jest czymś niespotykanym na naszym rynku. Dziś postaram się pomóc wszystkim którzy dopiero zaczynają przygodę z piwem i wyjaśnić z czym to się je i dlaczego niektóre browary robią nas w konia. Jak tytuł wskazuje będzie to też start nowego cyklu na Smakach Piwa.

Jak to się zaczęło?

Piwo narodziło się 4000 tysiące lat temu w Mezopotamii… i może tyle starczy. Historia piwa to od początku opowieść o trunku niepasteryzowanym. Technologię pasteryzacji, czyli konserwacji  piwa poprzez jego ogrzanie w celu zabicia wszelkich drobnoustrojów zapoczątkowały badania Ludwika Pasteur. Na dobre zagościła w browarnictwie dopiero w XX wieku, a w Polsce pasteryzacja to dopiero lata 80 i 90. Czasy PRL nie sprzyjały inwestycją w browary i dopiero największe i najnowsze zakłady mogły sobie pozwolić na instalacje linii technologicznej do pasteryzacji piwa. Pasteryzacja przypadła do gustu rodzimym piwoszom, powodem tego były problemy z jakością w browarach. Piwa zarażone bakteriami czy innymi świństwami po pasteryzacji były zdatne do wypicia, niepasteryzowane zaś … przemilczmy tę sprawę.

Rozpowszechnienie się piw pasteryzowanych doprowadził niemalże do zniknięcia naturalnych smaków z rodzimego rynku. Jedynie kilka browarów wciąż warzyło piwa niepasteryzowane. Powrót do łask naturalnego piwa zapoczątkował browar Amber wprowadzając do sprzedaży Żywe. Piwa niepasteryzowane zaczęły powracać do łask ale chmielową „puszkę Pandory” otworzył w 2007 roku Kasztelan. Za debiutem tej marki stały miliony złotych wydane z kieszeni Carlsberga na promocję i reklamę. Jest to świetny przykład wyedukowania konsumenta przez koncerny, dziś smaczne piwo w świadomości przeciętnego piwosza jest piwem niepasteryzowanym.  Jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne piwa niepasteryzowane, ich udział w rynku przeszedł najśmielsze oczekiwania, balon został nadmuchany do niewyobrażalnych rozmiarów.

A jak jest prawda?

Prawda jest jak zwykle subiektywna, wielbiciele piw niepasteryzowanych są skłonni oddać za nie życie, ja jednak uważam że pasteryzacja nie jest niczym nagannym. Wystarczy spojrzeć na wiele najsmaczniejszych piw czy to polskich czy zagranicznych. Polskie portery, Brackie Belgijskie Pale Ale, Żytnie wszystko są to piwa pasteryzowane. Skąd więc takie oddanie klientów piwom niepasteryzowanym. Po części wynika to z wpływu reklamy a po części ze słabej jakości popularnych marek koncernowych. Na tle tych drugich, odrobinę smaczniejsze piwo będzie się jawić  jako ósmy cud świata. Różnice są jednak na tyle niewielkie, że naprawdę trudno je zauważyć, a wszystkim twierdzącym inaczej polecam ślepy test.

Jak to jest zrobione: pasteryzacja vs. filtracja

A jak powstają piwa niepasteryzowane? Czymś trzeba przecież zastąpić pasteryzację aby uzyskać odpowiedni długi termin przydatności do spożycia. Nawet niepasteryzowane piwo trzeba dowieźć do sklepu a tam musi ono poczekać na swojego nabywce. Piwa niepasteryzowane są zwykle poddawane procesowi mikrofiltracji, polega to na przepuszczeniu piwa przez specjalne membrany o bardzo drobnym „sitku” wychwytujące wszystkie szkodliwe drobnoustroje. Jak łatwo się domyślić wychwytują także wszystkie inne elementy piwa, w tym te jak najbardziej pożądane drożdże. I tutaj jest pies pogrzebany, browary przemysłowe raczą nas piwami tak głęboko odfiltrowanymi że przypominają one zabarwioną wodę. Niepasteryzowane piwa są tak mocno wysterylizowane, że bez trudu wytrzymują 4-5 miesięcy.

Miedzy bajki trzeba też włożyć tezę jakoby piwa pasteryzowane traciły 90 % swoich walorów smakowych. Prawidłowo przeprowadzony proces pasteryzacji ma niemalże niewyczuwalne dla smaku skutki. Zabija ewentualne drobnoustroje i bakterie (oczywiście te szkodliwe) nie pozbawiając piwa żadnych składników jego wspaniałego smaku.

And the winner is...

niefiltrowaneMusi istnieć jednak piwo, które posiada te wszystkie walory przypisywane piwom niepasteryzowanym. Takim trunkiem jest piwo niefiltrowane. Z moich doświadczeń wynika, że znacznie przewyższają ono smakiem swoje filtrowane odpowiedniki. Najlepszym źródłem, naturalnego niefiltrowanego piwa są browary rzemieślnicze/restauracyjne. Niestety nie każdy ma dostęp do tego rodzaju przybytków, dla tych miłośników piwa pozostaje zakup niefiltrowanego piwa w sklepach. Na szczęście mamy już na rynku kilka marek, powiększa się też dostępność niefiltrowanych piw zagranicznych. Niestety nawet niefiltrowane piwo nie daje gwarancji najlepszego smaku, o czym mogli się przekonać chociażby konsumenci trunków Koreba czy Ediego. Dlatego warto próbować różnych producentów i stylów piwnych, traktując metody ich utrwalania jedynie jako wskazówkę a nie dogmat. Na zdrowie.

Słowem podsumowania:

  • nie kieruj się brakiem pasteryzacji jako głównym argumentem przy wyborze piwa
  • unikaj mocno odfiltrowanych marek koncernowego piwa niepasteryzowanego (Kasztelan, Piast, Specjal, Perła Łomża itp.)
  • jeśli masz taka możliwość wybieraj piwa niefiltrowane
  • zwracaj uwagę w jakiej temperatur jest przechowywane piwo, które chcesz kupić
  • piwo pasteryzowane nie gryzie
  • kupuj piwa które Ci smakują, a swoje wybory opieraj na własnym doświadczeniu a nie na reklamie