Kolejny polski porter bałtycki, tym razem z browaru Cornelius. Sam się zastanawiam, jak to się stało, że do tej pory, umknął mojej uwadze. Piwa z pod skrzydeł Piotrkowskiego browaru, zdobywa przebojem półki marketów. W tej chwili, jest to jedne z najsilniej widocznych producentów na polskim rynku. Złośliwi mówią, że jest to zasługą zatrudnienia do kreowania marki agencji reklamowej, czego nie robi żaden inny polski browar.Warto przypomnieć garść faktów na temat zakładu. Podwaliny browaru stworzyła rodzina Urbańskich, jeszcze przed drugą wojną. Pierwotnie zakład zajmował się wyłącznie rozlewaniem piwa. Jakimś cudem firma uniknęła nacjonalizacji i przetrwała do czasów współczesnych. W roku 1981 od rodziny Urbańskich zakład odkupili Henryk Supady i Eugeniusz Lisowski. Zakład zmienił nazwę na Sulimar, i tak jest po dziś dzień. Jednak od rozlewni do browaru jeszcze daleka droga, pierwsze piwo sygnowane własna marką pojawiło się na rynku w  1988 roku. Był to dobrze znany i zapamiętany Kiper, produkowany na zamówienie, a rozlewany w Piotrkowie. Na rozpoczęcie własnej produkcji firma zdecydowała się na przełomie 1999/2000 roku, browar wybudowano w oparciu o dotychczasową infrastrukturę. Zakład przyjął nazwę od swojej najpopularniejszej marki, piwa Kiper. Około 2007 roku browar zmienił nazwę na Cornelius, i pod taka nazwą znamy piwa z Piotrkowa. W międzyczasie we władanie firmę objęli synowie właścicieli. Zaraz po zmianie nazwy, browar rozpoczął produkcje całej gamy piw, z których pierwszym był Weizen Bier. Zerwanie z nazwa Kiper było symboliczne, nowy rozdział w historii browaru maja pisać piwa o wysokich walorach smakowych. Umówmy się, Kiper do takich nie należał.

Na temat porteru bałtyckiego pisałem nie raz, dlatego nie będę się powtarzał. Piwo z Piotrkowa zadebiutowało na rynku około roku temu. Uzupełniając dość ciekawą ofertę browaru.

| Browar: Cornelius Sulimar Sp. z o.o.
| Nazwa: Baltic Porter (ekst. 22  % alko. 8,1 % obj)
| Gatunek: Porter bałtycki
| Metka: Zakupione w sklepie Chmielnym za 4,4 zł

Opakowanie: Jest sprawą oczywistą, że w przypadku porteru, można się spodziewać etykiety w kolorze czarnym. Tak jest i tym razem. Bardzo ładnie wygląda oszczędne szafowanie czcionkami i logiem. Nie od dzisiaj wiadomo, że spece z Corneliusa, upodobali sobie bzdurne nazwy, patrz Cornelius Greener Bio-Up. Tym razem, zamiast swojskiego Porteru Bałtyckiego mamy światowy Baltic Porter, i po co to? Czarę goryczy przepełnia biały kapsel, pasujący jak pięść do nosa. Na kontrze wszystkie potrzebne informacje, z ekstraktem włącznie. Podejrzane jest to, że jeszcze parę miesięcy temu w składzie był cukier, teraz go już nie ma…

Kolor: Początkowo wygląda świetnie, jeśli się jednak przyjrzymy, widać że piwo jest smoliście czarne, i zupełnie nieprzejrzyste. Wygląda to fajnie, ale zaletą nie jest, porter powinien być lekko przejrzysty, brązowy. Dla mnie wzorem kolorystycznym jest porter z Witnicy.

Piana: Tragedia, przez pierwsze 15 sekund jest dobrze, później pijemy napój wyglądający ja cola. Dosłownie, zero piany.

Zapach: Jest raczej standardowo- porterowo, czyli karmel, palone słody nuty owocowe, niestety ciągnie od dołu cukrową słodyczą.

Smak: Powiedzmy sobie szczerze po tym piwie spodziewałem się naprawdę wiele dobrego. W końcu ekstrakt na poziomie 22% i stosunkowo niska jak na porter zawartość alkoholu, powinna zapewnić wysoką treściwość, i cała paletę smaków.  Niestety, pierwsze co do mnie dociera to słodycz, coś czuje że ten cukier zniknął z etykiety, ale w składzie pozostał. Producent chwali się 12- sto tygodniowym leżakowaniem piwa. Dziwne, bo pierwsze wrażenie podpowiada nam braki w tym aspekcie. Poleżał by jeszcze trochę ten porterek, to i cukier by opadł, i alkohol złagodniał. Poza tym, lekka goryczka i karmelowa owocowość.

Podsumowanie: Jest to najsłabszy porter bałtycki jaki piłem od przynajmniej 1,5 roku. Jeśli zwykle „jadę” po koncernach, to w tym przypadku piwo mogło by się uczyć od Porteru Żywieckiego. Na szczęście, poziom tego stylu w naszym kraju jest na tyle wysoki, że nawet najsłabsze portery można wypić.

Ocena: