Do miasta Chełma mam prawie 600 kilometrów, nic więc dziwnego że produkty z browaru Jagiełło trafiają do mojego kufla rzadko. Zaraz się przekonamy czy przyczyna tego stanu rzeczy jest odległość czy też jakość trunku. Dwa bączki z piwami z Jagiełły trafiły do mnie z Olsztyna, jako prezent od kolegi. Ostatni raz piwa z tego browary piłem dawno temu, dlatego można śmiało napisać że przygoda z Magnusem będzie debiutem piw z Jagiełły na moich kubkach smakowych.

Nazwa browaru sugeruje, że mamy do czynienia z firmą której korzenie sięgają dynastii Jagiellonów. Zanim zaczniecie się doszukiwać chlubnej kilkusetletniej tradycji piwowarów z pod Chełma śpieszę z wyjaśnieniem, browar powstał w 1993 roku, a nazwa pochodzi od nazwiska założyciela firmy Pana Lucjana Jagiełło. Jest to mały, regionalny browar o mocach przerobowych około 6 tysięcy hl rocznie, dla porównania browar Żywiec może wyprodukować 5,5 miliona hl. Zwitek informacji marketingowych daje  zachęcający obraz browaru, z zapałem zabrałem się do oględzin butelki. Informacje z kontr-etykiety brzmią zachęcająco, pięć rodzajów słodu to nie w kij dmuchał. Niestety szybki przegląd strony www ostudziło mój zapał stoi tam jak byk:

„Słodycz, jaka podkreśla dozowany przed rozlewaniem naturalny cukier….”

Piszą, że dosładzają i jeszcze robią z tego atut piwa, biorąc pod uwagę niszowość produktu i nakierowanie na raczej wyrobionego odbiorcę uważam to za bardzo ryzykowną strategie. No ale może nie będzie tak źle spróbujmy i zobaczymy.

| Browar: Jagiełło
| Nazwa: Magnus (ekst. 14,2 %, alko. 7 % obj)
| Gatunek: ciemne mocne dol

| Metka: Cena nieznana dostałem w prezencie

Opakowanie: Butelka 330 ml typu „bączek”, nie kryje że to mój ulubiony typ opakowania szklanego. Etykiety w biało brązowej tonacji, ładne a przede wszystkim przejrzyste i z wszystkimi potrzebnymi informacjami. Jedynym mankamentem jest jednolity czarny kapsel.

Kolor: Bardzo ciemny brąz, pod światło przebłyski mahoniowo wiśniowe, przywodzi na myśl colę.

Piana: Niezbyt wysoka, ale ładna brązowa zbita i gęsta, utrzymuje się dość długo i opadając ładnie „brudzi” szkło.

Zapach: Z pierwszym wdechem oszałamia potężnie uderzenie karmelu, później dociera palony słód i czekolada.

Smak: O matko, nie żałowali tego naturalnego cukru, sypnęli chyba z dwie łyżeczki na jedną butelkę. Dopiero po jakimś czasie, kiedy język przyzwyczai się do takiej zawartości cukru, do podniebienia dociera ciekawa karmelowość przeplatająca się z wyraźną, ale nie za mocną goryczką. Dużym plusem jest brak jakichkolwiek śladów alkoholu mino dość znacznego woltażu.

Podsumowanie: Napój to jest idealnym wprost przykładem jak można przedobrzyć w procesie warzenia piwa. Trunek moim zdaniem ma olbrzymi potencjał, który cukier zwyczajnie w świecie morduje. Mimo tego, że nie jest to piwo dla mnie, wydaje mi się, że znalazło by ono olbrzymią rzesze wyznawców, sam znam wiele osób którzy takie cukierkowe smaki wprost ubóstwiają. Uczucia mam mieszane, piwo za słodkie, ale zdecydowanie lepsze niż gorsze. Trudno mi dziś wystawić ocenę, po dłuższym zastanowieniu dam:

Ocena: